Dlaczego Bargiel przerwał wyprawę na Dhaulagiri?
W podcaście "Sportowy Flesz" Przemka Ofiary, Andrzej Bargiel opowiedział o przerwanej próbie wejścia na Dhaulagiri i zjeździe z niej na nartach. Andrzej Bargiel relacjonował, że wyprawę przerwano po cyklonie, który przyniósł intensywne opady śniegu, silny wiatr i ograniczoną widoczność. W ciągu dwóch dni spadło ponad dwa metry świeżego śniegu, a warunki zwiększyły zagrożenie lawinowe. Zespół dotarł na wysokość około siedmiu tysięcy metrów, ale nie ruszył dalej w stronę szczytu. Decyzja o odwrocie wynikała przede wszystkim z troski o bezpieczeństwo. W rozmowie pojawił się także temat drogi Bargiela od skialpinizmu do wypraw w najwyższe góry świata.
Zobacz też: Awantura po treningu prezydenta z legendą boksu. Od "wstydu" do zachwytów
Jak podczas śnieżycy w Tatrach Bargiel trafił na Słowację
Bargiel wspominał też przygotowania do mistrzostw świata w skialpinizmie, które odbywały się w wyjątkowo trudnych warunkach w Tatrach. Andrzej Bargiel wspominał sytuację, w której w ciągu dwunastu godzin spadło około półtora metra śniegu. Trasa na Kasprowy Wierch nie była wtedy oznaczona, a widoczność utrudniała orientację w terenie. Narciarz zorientował się później, że znalazł się po słowackiej stronie granicy. W tamtym czasie obowiązywał piąty stopień zagrożenia lawinowego. Ze względu na warunki TOPR nie rozpoczął wtedy akcji ratunkowej.
Czytaj też: Polacy wolą oglądać siatkarzy niż żenadę piłkarzy? To się dzieje
Strach pomaga podjąć decyzję
Andrzej Bargiel traktuje strach jako naturalny mechanizm, który chroni przed nieodpowiedzialnymi decyzjami. Jak mówi, kiedy zaczyna się bać, przerywa wyprawę i wraca do domu. Opowiedział też o pobycie w strefie śmierci, a także o śladach i ciałach pozostawionych przez wcześniejsze wyprawy na Evereście. Bargiel jako pierwszy zjechał na nartach z Everestu bez dodatkowego tlenu. Mówił również o braku sił na dużej wysokości, topieniu śniegu na wodę oraz organizacji własnej wyprawy. Po powrocie z Dhaulagiri nie myśli jeszcze o kolejnych planach.
Zobacz też: Reprezentację polski trzeba rozwiązać? "Bezjajeczna drużyna"