Monika Sławecka rozmawia z rodzicami 25-letniej Pauliny o ich prywatnym śledztwie i przeszkodach, jakie stawia przed nimi wrocławski wymiar sprawiedliwości. Kobieta zmarła we wrześniu 2014 roku, a Iwona i Kazimierz Antczakowie od 11 lat starają się udowodnić, że została zamordowana przez swojego ówczesnego partnera. Rodzice oskarżają prokuraturę, która początkowo uznała, że przyczyną zgonu było nadużycie alkoholu. Badania toksykologiczne wykazały jednak, że Paulina była w pełni trzeźwa, co zmieniło bieg sprawy. Goście podcastu przyznają, że walka o prawdę oznacza dla nich ciągłą konfrontację z urzędniczą obojętnością i lekceważeniem procedur.
Zobacz też: Tak wygląda resocjalizacja najgroźniejszych przestępców w kraju. Przyznają jedno
Śmiertelna dawka leku i zniknięcie dowodów z akt sprawy
Ważnym dowodem w śledztwie była kroplówka znaleziona na miejscu zdarzenia. Przedmiot w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął z oficjalnych akt, ale dzięki dociekliwości jednego z techników kryminalistycznych zachowało się jego zdjęcie. Pozwoliło to na późniejsze analizy medyczne. Biegli ze Szczecina ustalili ostatecznie, że w ciele ofiary znajdowała się 10-krotnie przekroczona dawka amiodaronu. To silny lek stosowany przy zaburzeniach rytmu serca, który podaje się wyłącznie w warunkach szpitalnych. Antczakowie tłumaczą, że ówczesny partner Pauliny mógł mieć dostęp do specjalistycznych substancji medycznych przez swoich znajomych. Odkrycie toksykologów całkowicie przekreśla początkowe ustalenia śledczych o przyczynach zgonu.
Zobacz też: Tajemniczy "Telefon na Wietrze" w Warszawie. Nie każdy wie, do czego służy
Błędy policji i podejrzenia o ochronę sprawcy
Rodzice Pauliny opisują też szereg nietypowych zachowań wrocławskich policjantów wobec byłego partnera ich córki. Mężczyzna ma bogatą kartotekę kryminalną i liczne wyroki w zawieszeniu, a mimo to nigdy nie trafił do więzienia. Kazimierz Antczak przytacza sytuację, w której funkcjonariusze twierdzili, że nie mogą doręczyć wezwania, ponieważ w bloku podejrzanego rzekomo nie istnieje całe piętro. Tymczasem obecna partnerka mężczyzny bez przeszkód potwierdziła w sądzie, że mieszkają pod tym samym adresem. Antczakowie przypuszczają, że sprawca może być nieformalnym informatorem policji, co tłumaczyłoby opieszałość służb i niezrozumiałe decyzje prokuratury. Zwracają również uwagę na manipulacje w sądowych protokołach, z których w trakcie procesu miały znikać wypowiedzi sugerujące przyznanie się mężczyzny do winy.
Zobacz też: Jest prywatnym detektywem. Opowiada, kto korzysta z jej usług