Mariusz Pośnik relacjonuje jedną z najtrudniejszych operacji w historii policji. Sprawa zaczęła się od uprowadzenia 10-letniego Kamila sprzed prywatnej szkoły w Krakowie, co zapoczątkowało śledztwo trwające 11 miesięcy. Były naczelnik opowiada o działaniach Bogusława K. i jego partnerki, którzy z porwań dla okupu zrobili sobie stałe źródło dochodu. Policjanci mierzyli się z przestępcą, który potrafił skutecznie mylić tropy i manipulować otoczeniem. Rozmówca odtwarza przebieg operacji – od zgłoszenia zaginięcia chłopca aż po ostateczne zatrzymanie mężczyzny. Z relacji jasno wynika, z jakimi konkretnie przeszkodami wiąże się rozpracowywanie zawodowych porywaczy.
Zobacz też: Zabił siekierą za 15 złotych. Sąd złagodził wyrok dla mordercy Damiana Biskupskiego
Zabezpieczenie dowodów z samochodu porywacza
Istotnym wątkiem rozmowy jest decyzja o ręcznym rozbrojeniu ładunku wybuchowego, który policja znalazła w aucie porywacza. Mariusz Pośnik wyjaśnia, że standardowe procedury wymagały użycia robota lub detonacji materiału, ale to bezpowrotnie zniszczyłoby ślady genetyczne sprawcy. Były naczelnik zdecydował się zaryzykować i ocalić dowody potrzebne do późniejszej identyfikacji. Decyzja zapadła pod dużą presją czasu, ponieważ przestępca przetrzymywał chłopca w zamkniętej skrzyni na siarczystym mrozie. Dzięki odrzuceniu bezpieczniejszej ścieżki technicy zabezpieczyli materiał biologiczny, który wprost powiązał sprawcę z uprowadzeniem.
Zobacz też: Jest prywatnym detektywem. Opowiada, kto korzysta z jej usług
Metody polskiej policji docenione przez agentów FBI
Bogusław K. miesiącami skutecznie omijał monitoring miejski, co wymusiło na policji zmianę sposobu prowadzenia poszukiwań. Porywacz stosował nietypowy kamuflaż – zakładał specjalne wkładki zmieniające kształt twarzy oraz nosił nakładki na zęby. Zatrzymanie sprawcy, który nie zostawiał bezpośrednich śladów, zwróciło uwagę amerykańskich służb. Przedstawiciele CBŚP otrzymali zaproszenie do bazy w Quantico, gdzie omówili swoje wnioski z agentami FBI. Mariusz Pośnik podsumowuje, w jaki sposób praca analityczna i łączenie pozornie niepowiązanych poszlak pozwoliły ostatecznie zamknąć sprawę i posłać zawodowego porywacza do więzienia.
Czytaj też: Dziecko, które zabiło dzieci. Mroczna tajemnica zbrodni we wsi Jeńki