Mrozu traktuje nową płytę jako energetyczne przedłużenie lata. Wokalista łączy na niej brzmienia retro z nowoczesną produkcją muzyczną. Oprócz pracy w studiu, tematem rozmowy są przygotowania do zbliżającej się trasy koncertowej. Zainteresowanie występami jest tak duże, że bilety wyprzedały się niemal całkowicie. Michał Hanczak pyta o ładunek emocjonalny tekstów i zwraca uwagę na bardziej refleksyjne oraz smutne utwory, takie jak "Aniołek". Mrozu przyznaje, że jest w pełni zadowolony z ostatecznego brzmienia płyty i nie planuje już w niej niczego poprawiać.
Zobacz też: PigOut: największe dramy w sieci. Od Tosi do awantury w samolocie
Wokalne eksperymenty i wykorzystanie falsetu
Praca nad nowym materiałem wymagała od wokalisty wyjścia poza dotychczasowe ramy. Michał Hanczak przypomina sytuację związaną z utworem "Lepsze czasy", w którym Mrozu użył specyficznego falsetu. Zmiana barwy była na tyle wyraźna, że mama artysty nie rozpoznała głosu syna przy pierwszym odsłuchu. Muzyk tłumaczy, że chętnie sięga po nieoczywiste techniki i celowo śpiewa w wysokich rejestrach. Szukanie nowych form wyrazu było dla niego po prostu naturalnym etapem podczas tworzenia siódmego albumu.
Czytaj też: Eryk Moczko o nowej płycie. Czy "Family Brand" to jego najważniejszy projekt?
Zmęczenie po koncertach i forma fizyczna 40-latka
Rozmowa dotyczy również występów na żywo. Mrozu przyznaje, że koncerty to dla niego potężny wysiłek, a po zejściu ze sceny bywa skrajnie wyczerpany. Zostawia przed publicznością mnóstwo energii, co szybko daje o sobie znać. Wokalista zauważa jednak pewien paradoks – jako 40-latek czuje się fizycznie sprawniejszy niż dekadę wcześniej. Przestawienie się na zdrowy tryb życia pomaga mu doceniać codzienność i czerpać satysfakcję z grania. Dzięki lepszemu samopoczuciu łatwiej znosi trudy trasy koncertowej.
Zobacz też: Żabson: Jestem najlepszym raperem w Polsce