Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne powszechnie kojarzą się z przesadnym dbaniem o czystość, jednak problem jest znacznie szerszy. Psychoterapeutka Marlena Ewa Kazoń tłumaczy, że u podstaw tej choroby leży lęk. Powtarzalne czynności, czyli kompulsje, służą pacjentom wyłącznie do chwilowego obniżenia napięcia. Dziennikarz i specjalistka szukają granicy między zwykłymi nawykami a zaburzeniem wymagającym pomocy terapeuty. Wskazują, że natrętne myśli mogą skupiać się na zdrowiu, życiu intymnym czy kwestiach egzystencjalnych. Zwracają też uwagę, że z chorobą zmagają się nie tylko dorośli, ale również dzieci i nastolatkowie.
Zobacz też: Wakacyjny skok w bok. Statystyki wakacyjnych romansów dają do myślenia
OCD relacyjne i pułapka ciągłego uspokajania pacjenta
Kazoń i Poklękowski omawiają także tak zwane OCD relacyjne, które bywa mylone z kryzysem w związku. Terapeutka opisuje pacjentów, którzy nieustannie podważają swoje uczucia do partnera i domagają się ciągłych zapewnień o miłości. Bliscy często nieświadomie wchodzą w rolę opiekunów – próbują uspokajać chorego i powtarzają, że wszystko jest w porządku. Takie reakcje przynoszą ulgę tylko na chwilę, a w rzeczywistości napędzają mechanizm zaburzenia i utrudniają leczenie. Związek staje się układem opartym na ciągłej zależności, co z czasem niszczy więź. Wyjściem z tej sytuacji jest nauka budowania poczucia bezpieczeństwa bez powtarzania szkodliwych rytuałów.
Czytaj też: Love bombing. Gdy miłość staje się pułapką
Niewidzialne kompulsje, które dzieją się w głowie pacjenta
Rozmówcy obalają też mit, według którego objawy zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych zawsze widać na zewnątrz. Marlena Ewa Kazoń wyjaśnia mechanizm niewidzialnych kompulsji, które zachodzą wyłącznie w głowie chorego. Pacjent może na przykład nieustannie liczyć w myślach, prowadzić powtarzalne dialogi wewnętrzne lub drobiazgowo analizować swoje zachowania. Rodzina i znajomi często nie zdają sobie sprawy z problemu, ponieważ z zewnątrz taka osoba wydaje się spokojna i opanowana. W rzeczywistości ukryta forma zaburzenia wyczerpuje układ nerwowy, bo chory nie odpoczywa od lęku nawet w fizycznym bezruchu. Sytuacja ta wymaga szybkiej diagnostyki, aby pacjent nie musiał walczyć z problemem w całkowitej samotności.
Czytaj też: Toksyczne relacje: Jak rozpoznać i uwolnić się od negatywnego wpływu?