Ruszyli w rejs dookoła świata. Sześcioosobowa rodzina opowiada, co działo się na pokładzie

2026-06-11 11:54

Ta historia jest niezwykła. Pewna rodzina z Siedlec zrealizowała marzenie o rejsie dookoła świata. W reportażu Oliwii Krettek opowiadają o czterech latach spędzonych na pokładzie jachtu, podczas których pokonali ponad 40 tysięcy mil morskich. W sześć osób.

Państwo Kowieńscy. Wernisaż wystawy Rejs dookoła świata w Miejskim Ośrodku Kultury w Siedlcach
Autor: Rodzina Kowieskich/ Materiały prasowe

W podcaście "Polska na ucho" słuchacze mogą poznać kulisy wyprawy, która rozpoczęła się w 2021 roku w Chorwacji. Impulsem do realizacji marzenia stała się pandemia, która skłoniła rodzinę do zakupu jachtu i wyruszenia w podróż. Uczestnicy rejsu dzielą się wspomnieniami dotyczącymi zarówno codziennych obowiązków, jak gotowanie i pranie, jak i edukacji czwórki dzieci w trybie nauczania domowego na pełnym morzu. Podróż, która pierwotnie miała trwać dwa lata, ostatecznie zajęła cztery i obfitowała nie tylko w piękne widoki, ale również w liczne wyzwania. W nagraniu opisano zmagania z awariami technicznymi, niebezpiecznymi zjawiskami pogodowymi oraz logistyką życia na niewielkiej przestrzeni.

Zobacz też: Czy mamy finanse pod kontrolą? Ekspert wskazuje, co dla Polaków jest wyzwaniem

Jak doszło do elektronicznego porwania na Morzu Czerwonym?

Jednym z najbardziej niebezpiecznych momentów wyprawy była przeprawa przez Morze Czerwone w okolicach Sudanu. Rodzina Kowieskich doświadczyła tam zjawiska znanego jako GPS spoofing, czyli celowego zakłócania sygnału nawigacyjnego. Urządzenia pokładowe na jachcie zaczęły pokazywać fałszywą lokalizację, sugerując, że jednostka znajduje się w Jemenie lub Arabii Saudyjskiej. Sytuacja wywołała ogromny niepokój wśród znajomych rodziny, którzy śledzili ich trasę i dzwonili z pytaniami, czy nie zostali porwani przez piratów. To zdarzenie pokazuje, jak nowoczesne technologie mogą stanowić realne zagrożenie dla żeglarzy na niestabilnych politycznie wodach.

Czytaj też: Maria wiele przeszła w młodości. "Życie to jest jedna premiera"

Nurkowanie na Pacyfiku i akcja ratunkowa w Indonezji

Rodzinny rejs dookoła świata nie był pozbawiony chwil grozy, które wymagały od załogi zimnej krwi i niezwykłych umiejętności. W materiale przywołano historię awarii silnika na środku Pacyfiku, setki kilometrów od najbliższego lądu, gdzie w śrubę jachtu wkręciła się gruba lina. Aby uratować sytuację, ojciec wraz z synem musieli nurkować na otwartym oceanie i ręcznie ją odcinać. Innym dramatycznym wydarzeniem był nagły atak woreczka żółciowego u ojca rodziny, do którego doszło ponad 120 mil morskich od wybrzeży Indonezji. Jego żona musiała koordynować akcję ratunkową przez telefon, wysyłając zdjęcia i lokalizację lekarzowi, aż do momentu dotarcia do brzegu, gdzie czekała już karetka. Co jeszcze się wydarzyło? Posłuchajcie tej niesamowitej historii. 

Zobacz też: ESKA TOY STORY RADIO. Przenieśmy się do świata zabawek!

Polska na ucho
Rodzinny rejs dookoła świata