W podcaście "Polska na ucho" słuchacze mogą poznać kulisy wyprawy, która rozpoczęła się w 2021 roku w Chorwacji. Impulsem do realizacji marzenia stała się pandemia, która skłoniła rodzinę do zakupu jachtu i wyruszenia w podróż. Uczestnicy rejsu dzielą się wspomnieniami dotyczącymi zarówno codziennych obowiązków, jak gotowanie i pranie, jak i edukacji czwórki dzieci w trybie nauczania domowego na pełnym morzu. Podróż, która pierwotnie miała trwać dwa lata, ostatecznie zajęła cztery i obfitowała nie tylko w piękne widoki, ale również w liczne wyzwania. W nagraniu opisano zmagania z awariami technicznymi, niebezpiecznymi zjawiskami pogodowymi oraz logistyką życia na niewielkiej przestrzeni.
Zobacz też: Czy mamy finanse pod kontrolą? Ekspert wskazuje, co dla Polaków jest wyzwaniem
Jak doszło do elektronicznego porwania na Morzu Czerwonym?
Jednym z najbardziej niebezpiecznych momentów wyprawy była przeprawa przez Morze Czerwone w okolicach Sudanu. Rodzina Kowieskich doświadczyła tam zjawiska znanego jako GPS spoofing, czyli celowego zakłócania sygnału nawigacyjnego. Urządzenia pokładowe na jachcie zaczęły pokazywać fałszywą lokalizację, sugerując, że jednostka znajduje się w Jemenie lub Arabii Saudyjskiej. Sytuacja wywołała ogromny niepokój wśród znajomych rodziny, którzy śledzili ich trasę i dzwonili z pytaniami, czy nie zostali porwani przez piratów. To zdarzenie pokazuje, jak nowoczesne technologie mogą stanowić realne zagrożenie dla żeglarzy na niestabilnych politycznie wodach.
Czytaj też: Maria wiele przeszła w młodości. "Życie to jest jedna premiera"
Nurkowanie na Pacyfiku i akcja ratunkowa w Indonezji
Rodzinny rejs dookoła świata nie był pozbawiony chwil grozy, które wymagały od załogi zimnej krwi i niezwykłych umiejętności. W materiale przywołano historię awarii silnika na środku Pacyfiku, setki kilometrów od najbliższego lądu, gdzie w śrubę jachtu wkręciła się gruba lina. Aby uratować sytuację, ojciec wraz z synem musieli nurkować na otwartym oceanie i ręcznie ją odcinać. Innym dramatycznym wydarzeniem był nagły atak woreczka żółciowego u ojca rodziny, do którego doszło ponad 120 mil morskich od wybrzeży Indonezji. Jego żona musiała koordynować akcję ratunkową przez telefon, wysyłając zdjęcia i lokalizację lekarzowi, aż do momentu dotarcia do brzegu, gdzie czekała już karetka. Co jeszcze się wydarzyło? Posłuchajcie tej niesamowitej historii.
Zobacz też: ESKA TOY STORY RADIO. Przenieśmy się do świata zabawek!