Druga sprawa to śmierć małżeństwa Siudzińskich w 2004 roku, kiedy napad rabunkowy zakończył się zabójstwem. "Pokój Zbrodni" opisuje powiązania między tymi zdarzeniami i wymienia sprawców wywodzących się z lokalnego półświatka. Wyjaśnia, jak praca policji i nowoczesne badania genetyczne pozwoliły ostatecznie zamknąć te sprawy w sądzie.
Czytaj też: Oszukiwała starszych ludzi, strzelała nagie fotki na kasie. Gang rozbity
Tatuaż z datą programu telewizyjnego jako dowód w śledztwie
Jeden ze sprawców postanowił nietypowo udokumentować swój udział w przestępstwie. Tobiasz W., posługujący się pseudonimem Gruby, wytatuował sobie na nadgarstku datę emisji programu telewizyjnego o zaginięciu ofiar. Mężczyzna tłumaczył później, że chciał w ten sposób zachować ostrożność i na bieżąco śledzić postępy policji. Ostatecznie ten szczegół stał się jednym z dowodów, które pomogły śledczym połączyć ze sobą zabójstwa obu małżeństw. Autor podcastu "Pokój Zbrodni" tłumaczy, że zeznania Tobiasza W. okazały się przełomowe. To dzięki nim policja odnalazła miejsca pochówku osób, których bezskutecznie szukano przez kilkanaście lat.
Czytaj też: 4-letni Leon umierał w męczarniach. Straszne, co sprawcy robili na sali sądowej
Wypadek w Sbełtowicach i brak reakcji świadków na porwanie
W nagraniu mowa jest także o okolicznościach porwania małżeństwa Siudzińskich. Sprawcy, uciekając z ofiarami zamkniętymi w bagażniku, dachowali w miejscowości Sbełtowice. Wypadek przyciągnął uwagę mieszkańców, którzy pomogli wyciągnąć samochód z rowu. Mimo bardzo nerwowego zachowania porywaczy nikt z obecnych nie wezwał policji ani nie sprawdził wnętrza auta. Brak reakcji świadków pozwolił przestępcom odjechać do lasu, gdzie ostatecznie zabili uprowadzonych. Autor reportażu zaznacza, że sprawcy wpadli dopiero po kolejnym wypadku, który spowodowali dwa dni później w tym samym, skradzionym samochodzie. Wtedy na miejsce przyjechała policja, znalazła w pojeździe ślady krwi i rozpoczęła śledztwo w sprawie morderstwa.
Czytaj też: Rzucił się na teściów, bo bronili córki. Tragiczny finał awantury