Honorata opowiada w podcaście o traumie okołoporodowej i stracie. Wspomina trzy skrajnie różne ciąże, które ukształtowały jej obecne podejście do życia i własnej niezależności. Kobieta opisuje decyzję o terminacji z powodu ciężkiej choroby dziecka, poronienie chybione oraz trzecią, donoszoną już ciążę, której towarzyszył silny stres. Prowadząca Katarzyna Ziółkowska-Dąbek pyta, jak zachowanie bliskich i personelu medycznego wpływa na psychikę matki. W rozmowie przewija się potrzeba mówienia wprost o trudnych wyborach oraz prawie pacjentek do godnego traktowania w placówkach ochrony zdrowia. Psycholożka Edyta Jakielaszek dodaje z kolei, jak ważne w procesie żałoby jest wsparcie emocjonalne otoczenia.
Zobacz też: "Najgorsza jest samotność". Czy zwierzęta pojawią się na szpitalnych oddziałach?
Brak empatii na sali porodowej
Honorata opisuje również standardy opieki, z którymi zetknęła się na oddziałach położniczych. Podczas trzeciego porodu, rozwiązanego przez cesarskie cięcie, lekarze rozmawiali nad nią o błahych sprawach. Kobieta wspomina, że personel ignorował jej obecność i widoczny lęk. Zwraca uwagę, że czuła się na sali operacyjnej odizolowana i traktowana przedmiotowo. Później w dokumentacji medycznej noworodka odkryła wpis sugerujący, że bała się porodu, choć nikt z lekarzy nie zebrał od niej wcześniej odpowiedniego wywiadu. Rozmówczynie zauważają, że rutynowe podejście i brak zrozumienia dla historii pacjentki dodatkowo potęgują wcześniejsze traumy.
Czytaj też: Autyzm to nie wyrok. Historia Marzeny i jej syna Mateusza
Poczucie winy i żałoba po stracie dziecka
W odcinku wraca temat poczucia winy, które często towarzyszy kobietom po stracie. Honorata przyznaje, że po drugim niepowodzeniu położniczym myślała o nim w kategoriach kary. Przez długi czas wierzyła, że poronienie chybione to konsekwencja wcześniejszej, świadomej decyzji o terminacji ciąży z powodu wady płodu. Edyta Jakielaszek tłumaczy, że żałoba po takich przeżyciach trwa długo i wymaga mądrego wsparcia ze strony bliskich. Zwraca uwagę na szkodliwość "dobrych rad", które w praktyce bagatelizują ból pacjentki. Zaznacza przy tym, że kobiety w tak trudnych momentach potrzebują przede wszystkim obecności drugiego człowieka, wysłuchania i akceptacji emocji bez oceniania.
Czytaj też: Gdy honorowy dawca krwi ratuje życie. Rysia o przeszczepie szpiku