"Martwy związek" to nie chwilowy kryzys, lecz stan obojętności i braku nadziei na poprawę. "To już związek, który zbyt długo żyje w kryzysie, gdy jest obojętność... i poczucie "nie potrafię odejść, nie potrafię zostać". Partnerzy trwają obok siebie, bez fascynacji i bliskości" - mówi psychoterapeutka Marlena Kazoń.
Subtelne symptomy "martwego związku"
- Zanik życia intymnego
- Brak wsparcia i komunikacji
- Rutyna i poczucie osamotnienia
Dlaczego udajemy?
Często, mimo problemów, udajemy, że wszystko gra. Dlaczego? Bywa, że kopiujemy wzorce z domu. "Moja mama nie rozmawiała z ojcem, to ja też nie" – tłumaczy Kazoń. Udawanie to też strach przed konfrontacją. Paradoksalnie, krytyka może być wyrazem troski. "Oceniam cię, bo mi zależy!" – to ukryty komunikat. Gorzej, gdy następuje obojętność. To znak, że emocje wygasły. Zdrowa autonomia to przestrzeń dla pasji każdego z partnerów. Problem, gdy: "Nie mamy odpowiedzi na to, czym się interesujemy… zaczynamy ograniczać komunikaty. To początek końca".
Czytaj też: Toksyczne relacje: Jak rozpoznać i uwolnić się od negatywnego wpływu?
Da się ratować?
Czy "martwy związek" da się wskrzesić? Tak, ale wymaga to szczerości. "Musimy powiedzieć: zaniedbałam cię" – mówi Kazoń. Klucz to wspólne działania, np. terapia. Musimy rozmawiać z partnerem o wypaleniu relacji, ale zwracajmy uwagę na słowa. "Mówić zawsze o sobie. Ja czuję się zaniedbana, zupełnie inaczej brzmi niż wtedy, gdy powiemy: no ty w ogóle się mną nie interesujesz" - radzi psychoterapeutka w nowym odcinku "Psychonawigacji". Kiedy odejść? Decyzja zależy od granic. Zdrada, nałogi, brak chęci do zmiany – to przesłanki do rozstania.
Ze związku nie wychodzimy w momencie kryzysu, tylko oczywiście walczymy o zażegnanie tego kryzysu.