Twórcy podcastu wracają do serii gwałtów, do których dochodziło w ustronnych miejscach Wrocławia ponad dekadę temu. Sprawca napadał na kobiety, groził im niebezpiecznym narzędziem, a po wszystkim kazał ofiarom liczyć do stu. Ten element szybko stał się jego znakiem rozpoznawczym. Z odcinka można dowiedzieć się, jak wyglądały poszukiwania napastnika i praca specjalnej grupy policyjnej powołanej specjalnie do tej sprawy.
Czytaj też: Nienawidził prostytutek. Straszne, co robił z ofiarami
Dziennik gwałciciela i lista ofiar
W mieszkaniu Andrzeja Ś. policjanci znaleźli prowadzony przez niego dziennik. Sprawca rysował w nim tabele i wpisywał dane osobowe kobiet, ich wiek oraz szczegóły wyglądu. Notował też dokładny przebieg napaści i pozycje, w jakich wykorzystywał ofiary. Ostatecznie mężczyznę skazano za około 20 gwałtów, ale w jego zapiskach widniało 96 pozycji. Ta różnica pokazuje, że zaatakowanych osób mogło być znacznie więcej, niż udało się udowodnić w sądzie. Zabezpieczony notes ostatecznie potwierdził, jak metodycznie i z wyrachowaniem działał sprawca.
Czytaj też: "Wampir z Bytowa" ofiarą systemu? Adwokat ujawnia sensacyjne informacje
Tłumaczenia sprawcy i pobyt w ośrodku w Gostyninie
Zapiski zabezpieczone w domu Andrzeja Ś. pokazały badającym sprawę, jak sprawca tłumaczył przed samym sobą to, co robił. Mężczyzna stworzył własny kodeks i próbował usprawiedliwiać gwałty wyższymi racjami albo rzekomym stanem wojennym. Przekonywał w notatkach, że siła wyższa zdejmuje z niego odpowiedzialność za ataki. Twórcy tłumaczą, że takie zachowania wiążą się ze zdiagnozowaną u niego raptofilią – zaburzeniem, w którym przemoc jest jedynym sposobem na osiągnięcie satysfakcji seksualnej. Ze względu na wysokie prawdopodobieństwo powrotu do przestępstw, po odbyciu kary 15 lat więzienia gwałciciel nie wyszedł na wolność. Trafił do specjalistycznego ośrodka w Gostyninie, gdzie pozostaje w izolacji.
Zobacz też: Prowadził agencje towarzyskie. Zdradza kulisy branży usług seksualnych