Paweł Jemielniak, 30-letni mieszkaniec Młyńca, pewnego ranka wyjechał do pracy w Białej Podlaskiej, ale nigdy tam nie dotarł. Zniknięcie ojca i męża całkowicie zaskoczyło jego bliskich. Kilkanaście kilometrów od domu śledczy znaleźli doszczętnie zniszczony samochód mężczyzny. W środku nie było jednak kierowcy. Służby rozpoczęły poszukiwania z udziałem psów tropiących, dronów i samolotów Straży Granicznej. Bartosz Wojsa opisuje konflikt między rodziną zaginionego a policją. Funkcjonariusze początkowo założyli, że 30-latek celowo uciekł z miejsca wypadku. Bliscy od początku nie zgadzali się z tą tezą, a pytania o ostatnie godziny życia mężczyzny pozostają bez odpowiedzi.
Zobacz też: Uderzała Blanką o kant stołu, żebro przebiło serce. To się nie mieści w głowie!
Stan zniszczonego samochodu a obrażenia kierowcy
Odnaleziony w lesie niedaleko Młyńca samochód był zniszczony do tego stopnia, że zdaniem rodziny przypominał wrak zmiażdżony przez ciężki sprzęt, a jego dach został całkowicie spłaszczony. Mimo uszkodzeń karoserii i przesuniętych pedałów śledczy nie znaleźli w kabinie ani jednej kropli krwi. Według późniejszych ustaleń prokuratury Paweł Jemielniak wyszedł z pojazdu o własnych siłach i przeszedł 3 kilometry przez trudny leśny teren. Bliscy zmarłego nie wierzą w wersję o powypadkowym szoku. Uważają, że po tak silnym uderzeniu kierowca odniósłby obrażenia, które uniemożliwiłyby mu daleki marsz. Z powodu tych wątpliwości rodzina do dziś nie zgadza się z decyzją organów ścigania o umorzeniu śledztwa.
Czytaj też: Nowe fakty w sprawie śmierci Mai z Mławy. Straszne, co robiła matka oskarżonego
Odnalezienie suchego telefonu i brakujące przedmioty
Podczas poszukiwań rodzina zaczęła podejrzewać, że w sprawę zaangażowane są osoby trzecie. W znacznej odległości od rozbitego samochodu znaleziono telefon komórkowy zaginionego. Urządzenie było rozłożone na części – bateria i klapka leżały osobno wśród mchu. Choć w poprzednich dniach w okolicy intensywnie padał deszcz, aparat pozostawał całkowicie suchy. Zdaniem rodziny sugeruje to, że telefon podrzucono w lesie później, już po zakończeniu pierwszych działań służb. Wątpliwości bliskich budzi także fakt, że z samochodu zniknęło radio oraz portfel z dokumentami Pawła Jemielniaka.
Zobacz też: Podcast "Pokój Zbrodni" Bartosza Wojsy nominowany w prestiżowym konkursie