Leszek i Monika Millerowie rozmawiają nie tylko o polityce. Opowiadają o wspólnych zainteresowaniach, takich jak kino science fiction i muzyka. Wnuczka byłego premiera wspomina czasy szkoły podstawowej i to, jak popularność dziadka wpływała na jej relacje z rówieśnikami. Otwarcie mówi też o swoim zdrowiu psychicznym i wieloletniej terapii. Rozmówcy przyznają, że mimo różnic światopoglądowych utrzymują bardzo bliskie relacje.
Były premier mówi o kryzysie psychicznym wnuczki, przyznaje, że starał się pomagać. "Wiedzieliśmy, że w naszej obecności Monika nie jest poddana żadnej presji i nie musi się martwić o nic". Na pierwszy pobyt w szpitalu psychiatycznym trafiła w wieku 21 lat. O tym też opowiada w podaście. "Czułam ciężar i nie potrafiłam sobie radzić z tym wszystkim. Trafiałam do szpitali psychiatrycznych. To nie są miejsca z dowcipów, te szpitale ratowały mi życie. Jestem 16 lat po terapii. Teraz skończyły się tematy do rozmowy. Bardzo dużo się nauczyłam o psychice, ale ważna jest też farmakologiczna terapia" - przyznaje. Monika chce dziś uświadamiać społeczeństwo, że to żaden wstyd zgłosić się po pomoc.
Czytaj też: Leszek Miller o śmierci syna i wierze. "Po śmierci chciałbym spotkać zmarłego syna"
Leszek Miller i ochrona prywatności wnuczki w mediach
Były premier wspomina czasy swojego urzędowania i to, jak musiał chronić prywatność rodziny. Kiedy jedna z gazet opublikowała zdjęcie Moniki i podała dokładny adres jej szkoły, Leszek Miller wezwał redaktora naczelnego na rozmowę. Wprost zapowiedział dziennikarzowi, że jeśli dziecku stanie się krzywda, wyciągnie wobec niego surowe konsekwencje. Reakcja polityka miała natychmiast uciąć zainteresowanie tabloidów małoletnią dziewczynką. Miller dodaje, że o tej interwencji opowiada publicznie po raz pierwszy.
Zobacz też: Dobrostan psychiczny Polaków pod lupą. AI nowym powiernikiem w kryzysie
Monika Miller ocenia współczesną polską politykę
Monika Miller krytycznie ocenia obecną sytuację w polskim parlamencie. Przyznaje, że działania wielu polityków budzą w niej frustrację i poczucie absurdu, a zachowanie części parlamentarzystów porównuje do występów klaunów i komików. Dodaje, że przez takie sytuacje czasem myśli o wejściu do polityki, by spróbować zmienić panujące w niej standardy. Leszek Miller stanowczo jej to odradza. Ostrzega wnuczkę przed polityczną ścieżką zawodową i przypomina o ogromnych kosztach osobistych, z jakimi wiąże się praca w Sejmie. "Moje poglądy różnią się od poglądów mojego dziadka" - przyznaje.
Czytaj też: Leszek Miller o przeszłości w PZPR. Były premier tłumaczy, czy ma się czego wstydzić