Autor podcastu wraca do wydarzeń z początku lat 90., kiedy pod Sieradzem doszło do morderstwa. Przez 30 lat sprawa pozostawała niewyjaśniona, a zabezpieczone wtedy na miejscu ślady nie pozwalały wytypować winnego. Przełom nastąpił po latach, gdy policjanci z Archiwum X ponownie przeanalizowali stare akta. Wykorzystali nowoczesne techniki badawcze i wyizolowali profil genetyczny z odzieży ofiary. Ślad w postaci DNA ostatecznie doprowadził funkcjonariuszy do konkretnego podejrzanego. Z nagrania dowiadujemy się, w jaki sposób ponowna analiza dowodów pozwoliła zamknąć sprawę sprzed dekad.
Zobacz też: Tragedia w pociągu do Warszawy. Dręczyli 21-latkę wiele godzin
Nieznana tożsamość ofiary morderstwa pod Sieradzem
Mimo zatrzymania podejrzanego i zebrania mocnych dowodów śledczy wciąż nie wiedzą, kim był zamordowany mężczyzna. Aby ustalić jego tożsamość, specjaliści przygotowali rekonstrukcję twarzy na podstawie odnalezionej czaszki. Policja opublikowała ten wizerunek i nadal prosi o pomoc w rozpoznaniu ofiary. Brak personaliów zamordowanego to obecnie największa luka w śledztwie, ponieważ utrudnia poznanie dokładnego motywu i tła zbrodni. Wyjaśnienie tej zagadki pozostaje głównym celem trwającego postępowania prokuratury.
Czytaj też: Wykończył tynkarza, bo nie chciał płacić. Szokujące, co zrobiła żona sprawcy
Zatrzymanie recydywisty i kara dla młodocianego sprawcy
Podejrzany wpadł w ręce policji w związku z zupełnie innym przestępstwem. Obecnie 50-letni sprawca ukrywał się w lesie po napadzie i kradzieży dużej sumy pieniędzy. To podczas obławy funkcjonariuszom udało się ostatecznie powiązać go z morderstwem sprzed ponad 30 lat. W chwili zabójstwa podejrzany miał 17 lat, co bezpośrednio wpływa na jego dzisiejszą sytuację prawną. Zgodnie z przepisami dotyczącymi osób młodocianych nie grozi mu dożywocie. Za popełnioną w młodości zbrodnię może trafić do więzienia na maksymalnie 25 lat. Prowadzący tłumaczy ten aspekt wymiaru sprawiedliwości i przypomina przestępczą drogę zatrzymanego.
Czytaj także: "To ja zabiłem pani tatę, przepraszam". Prawda wyszła na jaw po 30 latach