W najnowszym odcinku podcastu "Express Biedrzyckiej" gościem Kamili Biedrzyckiej był Jakub Stefaniak. Wiceszef KPRM zapewniał o trwałości sojuszu rządowego, odnosząc się do spekulacji na temat wotum nieufności wobec minister klimatu. Ważnym wątkiem dyskusji był projekt "Armada dronów" i konieczność czerpania z ukraińskich doświadczeń w tym zakresie. Rozmówcy analizowali również spór na linii rządu z Pałacem Prezydenckim, między innymi w kontekście zapowiedzi publikacji aneksu do raportu WSI. W rozmowie nie zabrakło także odniesień do afery Zondacrypto i relacji PSL z Prawem i Sprawiedliwością.
Czytaj też: W co gra Morawiecki? Miller analizuje zaskakujący rozejm w PiS
Dzieci z klas 1-3 nauczą się obsługi dronów
W trakcie rozmowy Jakub Stefaniak ujawnił szczegóły pilotażowego programu edukacyjnego, który wprowadzono w Braniewie. Miasto to leży przy granicy z obwodem królewieckim, co nadaje inicjatywie szczególnego znaczenia. Program obejmuje naukę obsługi dronów dla dzieci z klas 1-3 szkół podstawowych. Gość podcastu przyznał, że rodzice początkowo podchodzili do pomysłu sceptycznie, jednak dzieci z entuzjazmem przyswajają nową wiedzę. Według wiceszefa KPRM jest to jeden z elementów budowania szeroko pojętej odporności państwa już od najmłodszych lat.
Czytaj też: Wewnętrzna wojna w rządzie i atak na ministrę. "Niech prezydent otrzeźwieje!"
Wewnętrzny konflikt w Ministerstwie Klimatu
Jednym z bardziej zaskakujących wątków rozmowy okazała się publiczna krytyka skierowana pod adresem jednego z wiceministrów. Jakub Stefaniak otwarcie zasugerował, że minister klimatu Paulina Hennig-Kloska powinna bliżej przyjrzeć się pracy swoich zastępców. Wiceszef KPRM wskazał bezpośrednio na Mikołaja Dorożałę, który jego zdaniem popadł w konflikt ze wszystkimi sektorami, za które odpowiada. Słowa te padły w kontekście dyskusji o stabilności koalicji oraz kontrowersji wokół samej minister. Ta wypowiedź może sugerować istnienie poważnych napięć wewnątrz resortu klimatu i środowiska.
Czytaj też: Leszek Miller o przeszłości w PZPR. Były premier tłumaczy, czy ma się czego wstydzić