Tym razem ofiarą telefonicznego żartu padł pan Marcin, który umówił się na montaż schodów. Prowadzący, podszywając się pod fachowca o imieniu Antoni, poinformował go o nietypowym systemie pracy swojej ekipy. Okazało się, że jeden z pracowników jest zatrudniony na pół etatu, a drugi zaledwie na ćwierć, co generuje serię logistycznych problemów. To doprowadziło do zabawnej wymiany zdań, w której zaskoczony klient próbował zrozumieć nielogiczne zasady firmy.
Czytaj też: Zalia i Ola Kot o asertywności i samoakceptacji. Mówienie "nie" jest bardzo ważne
Klient w roli taksówkarza dla ekipy montażowej
Padła propozycja, aby pan Marcin osobiście pojechał po drugiego pracownika i przywiózł go na miejsce montażu. Rzekomy fachowiec argumentował, że kończy pracę o godzinie dwunastej i po tym czasie nie może już korzystać z samochodu służbowego. Dla klienta, który sam prowadzi działalność gospodarczą, takie postawienie sprawy było zupełnie niezrozumiałe i frustrujące. Rosnąca irytacja pana Marcina dała się odczuć słuchaczom i samemu prowadzącemu.
Czytaj też: Jak rozpoznać niedojrzały związek? Zwróć uwagę na ten znak