Kolejny telefoniczny żart w ramach popularnego cyklu "Nosel wkręca" dotyczył biurokratycznych absurdów. Prowadzący zadzwonił do pani Izabeli, która niedawno przeszła operację i miała wszczepione śruby ortopedyczne sfinansowane częściowo z funduszy unijnych. Kamil Nosel, podając się za pracownika szpitala, poinformował kobietę o konieczności specjalnego oznakowania jej ciała, aby dopełnić formalności związanych z dotacją. Rozmowa szybko przerodziła się w komediową wymianę zdań, w której pacjentka musiała bronić się przed niecodziennymi propozycjami. Jak się okazało na końcu, za całą sytuację odpowiedzialna była córka kobiety, która zgłosiła ją do programu.
Zobacz też: Telefon w sprawie próbnej kolonoskopii. Nosel musiał zadać nietypowe pytanie
Tatuaż jako dowód unijnego dofinansowania
Najbardziej zaskakującym momentem rozmowy była propozycja wykonania trwałego tatuażu na plecach pacjentki. Według słów prowadzącego miał to być jedyny sposób na udokumentowanie faktu, że zabieg został sfinansowany ze środków Unii Europejskiej. Tatuaż miał przyjąć formę prostokąta z odpowiednią informacją. Pani Izabela z niedowierzaniem zareagowała na tę sugestię, kategorycznie odmawiając zgody na takie oznakowanie swojego ciała. Całego podcastu posłuchacie poniżej.
Zobacz także: Ma lecieć na Cypr w foteliku dziecięcym. Urodzinowy wkręt Kamila Nosela