Głównym tematem rozmowy w podcaście "Express Biedrzyckiej" była analiza obecnej sytuacji na polskiej scenie politycznej. Prof. Barbara Brodzińska-Mirowska wskazała na pogłębiający się rozłam w Prawie i Sprawiedliwości, który objawia się otwartym konfliktem między środowiskiem Mateusza Morawieckiego a prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Dyskutowano również o nieskuteczności tak zwanego efektu Czarnka, który miał skonsolidować twardy elektorat partii. Ekspertka odniosła się także do powołanej przez Karola Nawrockiego Rady Nowych Mediów, krytykując jej skład i cele.
Czytaj też: Dymisja w rządzie coraz bliżej. Paweł Śliz ujawnia kulisy rozmów z Tuskiem
Kontrowersyjny skład Rady Nowych Mediów
Jednym z najszerzej komentowanych wątków w rozmowie była nowo powołana przez prezesa IPN Karola Nawrockiego Rada Nowych Mediów. Prof. Brodzińska-Mirowska zwróciła szczególną uwagę na obecność w tym gremium Pawła Swinarskiego, youtubera z kryminalną przeszłością. W podcaście przypomniano, że w przeszłości stawiano mu zarzuty związane z uprawą marihuany, a jego działalność w internecie była krytykowana za powielanie narracji zgodnych z rosyjską propagandą. Zdaniem ekspertki powołanie takiej osoby do organu, który ma dbać o jakość debaty publicznej, jest dowodem na upadek standardów. Według niej dezinformacja stała się dla części sceny politycznej wybitnie skutecznym narzędziem do osiągania celów.
Zobacz też: Trump wywoła III wojnę światową? Dariusz Rosiak mówi, co może się stać
Czy ultimatum Kaczyńskiego osłabi rozłam w PiS?
Wiele uwagi poświęcono również wewnętrznej walce o władzę w Prawie i Sprawiedliwości, której symbolem stało się stowarzyszenie założone przez Mateusza Morawieckiego. Prof. Brodzińska-Mirowska analizowała ultimatum postawione przez Jarosława Kaczyńskiego, który zagroził, że członkowie tej inicjatywy nie znajdą się na listach wyborczych partii. Ekspertka oceniła jednak, że groźba ta może okazać się mało skuteczna, ponieważ były premier zgromadził wokół siebie bardzo rozpoznawalnych polityków. Postaci takie jak Waldemar Buda czy Michał Dworczyk to tak zwane lokomotywy wyborcze w swoich okręgach. Usunięcie ich z list mogłoby się okazać dla Jarosława Kaczyńskiego ryzykowne i doprowadzić do słabego wyniku w kolejnych wyborach.
Zobacz też: Kwiatkowski nie wytrzymał. "Słucham idioty!" Tajny układ PiS z Orbanem?