W podcaście "Pokój Zbrodni" przedstawiono kulisy potrójnego morderstwa przy ulicy Koronacyjnej w Warszawie. Do tragedii doszło w okresie świąt wielkanocnych, kiedy to Zygmunt M., emerytowany kierowca autobusu, dokonał brutalnego zabójstwa swojej żony Anny oraz jej rodziców. Jak wynika z ustaleń śledztwa omówionych w nagraniu, głównym motywem działania sprawcy była chorobliwa zazdrość oraz narastający konflikt z teściami. Po dokonaniu zbrodni mężczyzna popełnił samobójstwo, jednak wcześniej zapewnił sobie pomoc wspólnika, którym okazał się obywatel Ukrainy, Ihor L. W materiale przeanalizowano dowody, które doprowadziły do skazania pomocnika na 25 lat więzienia.
Zobacz też: Udusił żonę i przez siedem lat ukrywał jej ciało. Prawda o zbrodni Manfreda G. wyszła na jaw
Mroczna zapowiedź tragedii i arsenał własnej roboty
W nagraniu zwrócono uwagę na wyjątkowo wyrachowany sposób przygotowania zbrodni przez Zygmunta M. Mężczyzna nie tylko zaplanował atak, ale również samodzielnie skonstruował narzędzia, którymi później zamordowano jego rodzinę. O tym, że tragedia wisiała w powietrzu od dłuższego czasu, świadczą zeznania jednego z synów pary, który przytoczył słowa ojca wypowiedziane na długo przed morderstwem. Zygmunt M. miał stwierdzić, że jeśli żona będzie go zdradzać, to dojdzie do tragedii. Ta mroczna zapowiedź pokazuje, że obsesja sprawcy narastała, a zbrodnia w Ursusie była kulminacją długotrwałego procesu.
Czytaj też: Zabił mężczyznę, uciekał w stroju św. Mikołaja. Dominik był wyjątkowo brutalny
Kim był pomocnik w zbrodni na Ursusie?
Jednym z najbardziej intrygujących wątków poruszonych w podcaście jest postać Ihora L., wspólnika mordercy. Autor nagrania Bartosz Wojsa wyjaśnia, w jaki sposób Zygmunt M. zwerbował 52-letniego Ukraińca do pomocy w zbrodni. Okazuje się, że mężczyzn połączyło poczucie życiowej krzywdy oraz trudna sytuacja finansowa Ihora, który został zwolniony z pracy z powodu problemów z alkoholem. Główny sprawca wykorzystał osobiste urazy wspólnika, aby namówić go do udziału w masakrze. Podczas procesu Ihor L. konsekwentnie nie przyznawał się do winy, kreując się na osobę głęboko religijną i powtarzając, że nie odbierałby nikomu życia.
Czytaj też: Piekarz Rzeźnik wywoził kobiety na odludzie. Straszne, co działo się w lesie