Atak nożownika w Jarosławiu
W odcinku przedstawiono wydarzenia z 24 września 2026 roku w opactwie sióstr benedyktynek przy ul. Benedyktyńskiej w Jarosławiu. Według relacji 31-letni Ihor M., obywatel Ukrainy, wszedł do klasztornej kuchni i poprosił o wodę. Gdy zwrócono mu uwagę, miał chwycić za nóż i zaatakować osoby znajdujące się w pobliżu. Rannych zostało pięć osób, a ksiądz Stanisław Zbojnowicz zmarł później w szpitalu. Policja i prokuratura zabezpieczały ślady oraz odtwarzały trasę, którą podejrzany przebył przed atakiem. W materiale mowa jest również o reakcji mieszkańców Jarosławia i obawach służb przed incydentami na tle narodowościowym.
Czytaj także: Gdzie jest Emilia Koprowska? Ekspert wyjaśnia, jak służby szukają zaginionych
Ksiądz próbował zatrzymać napastnika
Niesamowicie odważne było zachowanie księdza Stanisława Zbojnowicza podczas ataku. Z relacji wynika, że duchowny wyszedł z konfesjonału i próbował zamknąć kratę prowadzącą do kościoła, aby odgrodzić napastnika od osób zgromadzonych w świątyni. Wtedy został ciężko ranny. Sekcja zwłok wykazała dziewięć ran, z których osiem zadano nożem. W odcinku przypomniano także o marszu milczenia, uroczystościach pogrzebowych w Jarosławiu i Grzęsce oraz działalności duszpasterskiej zmarłego księdza.
Zobacz też: Tajemnicza śmierć kobiety na Pomorzu. Wciąż nie wiadomo, kim była ofiara
Co wiadomo o stanie psychicznym Ihora M.?
Po zatrzymaniu psychiatrzy stwierdzili u Ihora M. objawy ostrych, wielopostaciowych zaburzeń psychotycznych. Początkowo jego stan nie pozwalał mu uczestniczyć w czynnościach procesowych. Jak zaznaczono w materiale, ocena obecnego stanu zdrowia podejrzanego nie przesądza o jego poczytalności w chwili ataku. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu go do 23 grudnia 2026 roku, w warunkach szpitalnych. Później prokuratura przesłuchała mężczyznę i postawiła mu zarzuty. Ihor M. przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale odmówił składania wyjaśnień. Śledczy planują też przesłuchać jego matkę w Ukrainie i dalej badać stan psychiczny podejrzanego z dnia zdarzenia.
Zobacz też: Miał 17 lat, gdy to zrobił. Wpadł dopiero jako dorosły mężczyzna