Domy publiczne na Podkarpaciu przez lata działały pod parasolem ochronnym organów ścigania. Dziennikarze opisują mechanizm współpracy między Centralnym Biurem Śledczym a braćmi Rysicz, właścicielami sieci agencji towarzyskich. Z ustaleń Baczyńskiego i Schwertnera wynika, że policjanci ignorowali sutenerstwo i handel ludźmi. W zamian dostawali od braci informacje o lokalnym świecie przestępczym. Taki układ funkcjonował od początku lat 2000. i doprowadził do całkowitego zatarcia granic między stróżami prawa a grupami przestępczymi. Państwo potraktowało właścicieli agencji jak cennych informatorów, co pozwalało im latami prowadzić nielegalny biznes. Rozmowa obnaża skalę wieloletnich zaniedbań ze strony służb.
Czytaj też: Z czego wynika narastająca agresja wśród mężczyzn? Psycholog nie ma złudzeń
Rola funkcjonariuszy CBŚP w aferze podkarpackiej
Dziennikarze przywołują historię oficera Daniela Ś., który nadzorował współpracę z braćmi Rysicz z ramienia rzeszowskiego CBŚP. Policjant wszedł w tak bliskie relacje z właścicielami domów publicznych, że całkowicie zatracił zawodowy dystans. Z czasem sam został stałym klientem prowadzonych przez nich punktów i uzależnił się od oferowanych tam usług. Zamiast kontrolować układ z informatorami, stał się jego częścią. Goście podcastu tłumaczą, że w ten sposób oficer przestał rzetelnie pełnić swoje obowiązki służbowe. Jego przypadek pokazuje brak realnej kontroli nad policjantami operacyjnymi, którzy realizowali zadania w terenie.
Zobacz też: Dlaczego patotreści przyciągają miliony widzów? Psycholog tłumaczy
Nagrania z politykami i ryzyko międzynarodowego szantażu
W odcinku pojawia się też wątek rzekomych nagrań wideo, które miały uwiecznić znanych polityków korzystających z usług rzeszowskich domów publicznych. Dziennikarze tłumaczą, że takie materiały mogły stanowić narzędzie szantażu dla obcych wywiadów. O kompromitujących taśmach wiedziały prawdopodobnie służby ukraińskie, pozostające w tamtym czasie pod silnym wpływem agentury rosyjskiej. Filmy mogły posłużyć do wywierania nacisków na osoby na najwyższych stanowiskach państwowych w Polsce. Baczyński i Schwertner zestawiają tę sytuację ze skandalami zagranicznymi, zwracając uwagę na zmowę milczenia wokół akt sądowych. Państwo do dziś nie przedstawiło jasnych odpowiedzi na pytania o to, co działo się w agencjach braci Rysicz i czy nagrania z politykami faktycznie istnieją.
Czytaj też: Mroczna przeszłość znanego psychologa. Prawdziwe oblicze Andrzeja Samsona