Monika Sławecka i Wiktor Słojkowski wracają do nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku, kiedy ślad po 19-latce urwał się na gdańskim deptaku. Prowadząca i dziennikarz zestawiają medialny wizerunek dziewczyny z tym, jak zapamiętali ją bliscy znajomi. Rozmawiają o najpopularniejszych teoriach dotyczących jej zniknięcia, w tym o ucieczce za granicę i nieszczęśliwym wypadku. Słojkowski opowiada o własnych ustaleniach z kilkunastu lat pracy nad tym tematem. Ocenia też kroki podejmowane przez policję, prywatnych detektywów i dziennikarzy śledczych. Rozmówcy zastanawiają się, dlaczego mimo ogromnych nakładów pracy i setek przesłuchanych osób do dziś nie odnaleziono ciała zaginionej.
Czytaj też: Nałóg w polskiej klasie średniej. Patryk Jurek o uzależnieniu od narkotyków
Wersja o zwłokach ukrytych na placu budowy
W odcinku pojawia się również wątek osoby deklarującej zdolności jasnowidzenia, która twierdzi, że zna dokładne miejsce ukrycia zwłok. Z jej relacji wynika, że Iwona zginęła od ciosu w potylicę, a sprawca wywiózł jej ciało i zamurował w fundamentach na placu budowy. Wiktor Słojkowski mówi o planach zbadania tego terenu, oddalonego zaledwie o kilka kilometrów od dawnego domu dziewczyny. Dziennikarz uważa, że tej wersji nie należy ignorować. Taki scenariusz tłumaczyłby, dlaczego standardowe i wielokrotne przeszukiwania trójmiejskich lasów oraz pasa nadmorskiego nie przyniosły żadnych rezultatów.
Czytaj też: Sprawa Iwony Wieczorek. Okoliczności zaginięcia i błędy policji
Tajemnica zaginionych nagrań z kościoła
Słojkowski opowiada też o nieudanej próbie wytypowania sprawcy podczas mszy w rocznicę zaginięcia. Dziennikarz śledczy Janusz Szostak i jego żona ukryli w kościele kamery. Liczyli, że na nabożeństwie pojawi się osoba odpowiedzialna za zbrodnię, ponieważ mordercy często wracają w otoczenie ofiary. Sprzęt nagrał uczestników mszy, ale materiał nigdy nie trafił do analizy. Osoba odpowiedzialna za obsługę kamer odmówiła przekazania plików, a z czasem uznano je za bezpowrotnie zaginione. Przez tę decyzję śledczy stracili szansę na sprawdzenie, czy w kościele znajdował się ktoś, kto swoim zachowaniem zdradzał nerwowość lub powiązanie ze sprawą.
Czytaj też: Sieńczyłło walczy o Teatr Kamienica. Mówi o groźbach pod adresem rodziny Kamińskich