Głównym tematem odcinka jest polityczna droga Romana Giertycha. Rozmówcy przypominają początki jego działalności w ruchu narodowym oraz czasy, gdy był ministrem edukacji w rządzie koalicyjnym. Zastanawiają się, dlaczego dawny przeciwnik wejścia Polski do Unii Europejskiej stał się ważnym posłem w obozie Donalda Tuska. W rozmowie wraca też temat trudnych relacji Giertycha z Jarosławem Kaczyńskim i powodów ostatecznego zerwania współpracy z Prawem i Sprawiedliwością. Na koniec Leszek Miller zwraca uwagę na silną pozycję, jaką adwokat zbudował sobie w obecnym parlamencie.
Zobacz też: Leszek Miller o śmierci syna i wierze. "Po śmierci chciałbym spotkać zmarłego syna"
Reforma edukacji i powrót matematyki na listę przedmiotów maturalnych
Leszek Miller wspomina również czasy, gdy Roman Giertych kierował resortem oświaty. Były premier, mimo krytyki większości ówczesnych decyzji ministerstwa, chwali przywrócenie obowiązkowej matury z matematyki. Przyznaje, że sam nigdy nie był miłośnikiem nauk ścisłych, ale wykreślenie tego przedmiotu z egzaminu uważał za duży błąd. Według niego decyzja Giertycha pomogła podnieść poziom wykształcenia i rozwinąć logiczne myślenie u uczniów. Mimo ostrych sporów politycznych tamtego okresu zmiana ta wpłynęła na system edukacji i funkcjonuje do dziś.
Zobacz też: Tusk dogada się z Mentzenem? "Tego nie można wykluczyć"
Kulisy dawnych koalicji i krytyka instytucji świadka koronnego
Rozmowa schodzi także na dawne koalicje i metody walki o polityczne wpływy. Leszek Miller przytacza anegdotę o zakulisowych ostrzeżeniach przed planowanymi zatrzymaniami przeciwników. Ta historia prowadzi do krytycznej oceny instytucji świadka koronnego. Były premier uważa, że osoby z takim statusem często manipulują faktami, aby ugrać własne korzyści i uniknąć więzienia. Wątek ten łączy się z dzisiejszą sytuacją Romana Giertycha. Rozmówcy zauważają, że łączenie pracy adwokata w głośnych sprawach z wykonywaniem mandatu posła tworzy skomplikowane sytuacje prawne.
Czytaj też: Leszek Miller o przeszłości w PZPR. Były premier tłumaczy, czy ma się czego wstydzić