Jarosław Ziętara, 24-letni dziennikarz śledczy, zaginął w tajemniczych okolicznościach w 1992 roku, podczas drogi do pracy. Dziś śledczy nie mają wątpliwości, że reporter został zamordowany z powodu swojej profesji i tematów, którymi się zajmował. Wcześniej był zastraszany, padł ofiarą pobicia, podejmowano próby przekupienia go.
Dziennikarstwo śledcze jako misja
Jarosław Ziętara był absolwentem Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował jako dziennikarz Gazety Poznańskiej, a wcześniej także tygodnika "Wprost" czy Gazety Wyborczej. Jego specjalizacją było dziennikarstwo śledcze. Badał między innymi afery gospodarcze.
"Jako młody dziennikarz czuł misję, którą musi wypełnić i zapłacił za to najwyższą cenę" – podkreśla Bartosz Wojsa w podcaście "Pokój Zbrodni".
Zobacz też: Hazard, gangsterka i bezwzględne lata 90. Jak naprawdę wyglądały mafijne układy w Polsce?
Zaginięcie i bezskuteczne śledztwo
1 września 1992 roku Jarosław Ziętara wyszedł do pracy i nigdy do niej nie dotarł. Przez lata bezskutecznie próbowano dowiedzieć się, co spotkało reportera. Nieudolne działania ówczesnych służb znacząco utrudniły dojście do prawdy. Jeden ze świadków twierdził nawet, że feralnego dnia Ziętara został siłą wciągnięty do policyjnego radiowozu i przewieziony do siedziby Elektromisu, gdzie dokonano jego egzekucji, a ciało rozpuszczono w kwasie. Prokuraturze nigdy nie udało się jednak udowodnić takiego przebiegu zdarzeń, zaś jedyny świadek w procesie odwołał swoje zeznania.
Czytaj także: Przez 22 lata unikał sprawiedliwości. "Kojot" zatrzymany