Z okazji 45-lecia działalności zespołu Dezerter jego współzałożyciel Krzysztof Grabowski pojawił się w podcaście "Mellina", by opowiedzieć o kulisach powstania najnowszego albumu. Muzyk podzielił się również wspomnieniami z lat 80., opisując konfrontacje z cenzurą i milicją. W rozmowie nie zabrakło wątków dotyczących współczesności, w tym krytyki chaosu informacyjnego i manipulacji w mediach społecznościowych. Grabowski odniósł się też do wyzwań związanych z pisaniem tekstów w języku polskim, który uznał za mało elastyczny dla rockowej rytmiki.
Czytaj też: Dezerter świętuje 45-lecie. Matera opowiada o kulisach nowej płyty
Dlaczego punkowcy w Polsce stawali się skinheadami?
Jednym z najbardziej poruszających wątków rozmowy była przemiana ideologiczna wewnątrz subkultury w latach 80. Krzysztof Grabowski z goryczą opisał moment, w którym jego koledzy z punkowego środowiska zaczęli golić głowy i przechodzić na stronę skinheadów. Muzyk nazwał to zjawisko bolesną przemianą, która wiązała się z szokiem i utratą znajomych. Jego zdaniem to doświadczenie nauczyło go dystansu do wszelkich radykalnych ideologii. Wspomnienia te stanowią cenną lekcję na temat mechanizmów, które prowadzą do radykalizacji młodych ludzi.
Zobacz także: "Ludzie od tego głupieją!" Polacy przerażeni sztuczną inteligencją
Jak koncert Dezertera sprowadził SB do domu muzyka
Gość podcastu "Mellina" podzielił się również anegdotą ilustrującą absurdy i niebezpieczeństwa czasów PRL. Pewnego dnia w domu rodzinnym muzyka pojawiła się Służba Bezpieczeństwa, co sparaliżowało jego rodziców strachem. Okazało się, że powodem wizyty była ucieczka z domu córki wysoko postawionej osoby, prawdopodobnie generała. Dziewczyna zostawiła list, w którym napisała, że jedzie na koncert Dezertera. To wydarzenie uświadomiło bliskim Grabowskiego, jak poważne konsekwencje może mieć jego artystyczna działalność.
Czytaj także: WaluśKraksaKryzys mówi o walce z uzależnieniem. Pomogło mu wyzwanie "333"