Dramatyczne wydarzenia miały miejsce na początku kwietnia w zakładzie produkcyjnym w Łodzi. Były pracownik z wieloletnim stażem wtargnął na teren firmy i otworzył ogień w kierunku swojego przełożonego. Po nieudanej próbie ataku doszło do wielogodzinnych negocjacji z policją, które zakończyły się aresztowaniem napastnika. Mężczyźnie postawiono zarzuty usiłowania zabójstwa, a śledczy badają również tło incydentu. W sprawie pojawiają się bowiem oskarżenia dotyczące mobbingu w miejscu pracy.
Czytaj też: Ukryła dyktafon, by udowodnić zdradę. Urządzenie zarejestrowało coś gorszego
Zaskakująca linia obrony sprawcy strzelaniny w Łodzi
Podczas przesłuchania Dominik Ż. nie przyznał się do próby zabójstwa, przedstawiając zaskakującą wersję wydarzeń. Twierdził, że jego celem nie było skrzywdzenie byłego szefa, lecz popełnienie samobójstwa na oczach przełożonych z powodu złego traktowania. Prokuratura podchodzi jednak sceptycznie do tych wyjaśnień, ponieważ dowody wydają się przeczyć tej narracji. Mężczyzna nie tylko gonił swoją ofiarę po całym budynku, ale miał przy sobie także sześć noży oraz plastikowe opaski zaciskowe. Te fakty, które stawiają linię obrony podejrzanego w zupełnie innym świetle.
Czytaj też: Zbrodnia w Ursusie kierowana zazdrością. Mąż zwerbował pomocnika, by zabić żonę i teściów
Czy mobbing w pracy doprowadził do tragedii?
Sprawa strzelaniny w łódzkiej fabryce wywołała w internecie falę dyskusji na temat warunków pracy w zakładzie. W nagraniu zwrócono uwagę na liczne komentarze byłych pracowników, którzy opisywali firmę jako miejsce pełne stresu i bezosobowego traktowania. Niektórzy z nich używali nawet określenia "kołchoz", aby zobrazować panującą tam atmosferę. Według relacji tuż przed odejściem sprawcy z firmy miało dojść do dwóch przypadków zawałów serca u innych pracowników. Prokuratura obecnie bada wątek domniemanego mobbingu, który mógł być jednym z czynników prowadzących do desperackiego czynu 42-latka.
Czytaj też: Zabił mężczyznę, uciekał w stroju św. Mikołaja. Dominik był wyjątkowo brutalny