Adam Feder sprawdza, jak dane CBOS, które pokazują niemal równy podział społeczeństwa w sprawie przyjmowania uchodźców, przekładają się na codzienne życie. Przechodnie mówią o wyraźnym pogorszeniu nastrojów i niechęci, z którą obcokrajowcy spotykają się w przestrzeni miejskiej czy w komunikacji zbiorowej. Wielu Ukraińców przyznaje, że boi się rozmawiać w ojczystym języku na ulicy. W sondzie ulicznej pojawiają się też argumenty ekonomiczne – Warszawiacy wspominają o wpływie migrantów na rynek pracy i rosnące ceny wynajmu mieszkań. W tle wracają również kwestie historyczne i polityczne, które wciąż budzą na ulicach silne emocje.
Zobacz też: Jest "terapeutką narodu polskiego". Zdradza, co Polacy mówią na terapiach
Agresja słowna i obawy Ukraińców o bezpieczeństwo w Polsce
Jedna z kobiet, która mieszka w Polsce od 9 lat, opisała sytuację z warszawskiego parku. Z jej relacji wynika, że przypadkowa osoba zareagowała złością na samo brzmienie obcego języka. Kobieta usłyszała wyzwiska i żądania, by wyjechała z kraju. Właśnie przez takie zachowania obywatele Ukrainy wolą milczeć w autobusach czy pociągach, żeby nie prowokować otoczenia. Mimo że – jak zaznacza inna rozmówczyni – większość Polaków zachowuje się przyjaźnie, pojedyncze akty wrogości odbijają się na poczuciu bezpieczeństwa uchodźców. W podcaście pada wniosek, że za napięciami na ulicach nierzadko stoi dezinformacja i radykalizacja nastrojów w internecie.
Zobacz też: "Z pracą jest dramat". Sytuacja na polskim rynku pracy jest najgorsza od lat
Wpływ obcokrajowców na polską gospodarkę i system świadczeń
Rozmówcy z warszawskich ulic poruszają też temat podatków i świadczeń socjalnych dla przyjezdnych. Mężczyzna pochodzący z Białorusi opowiada, że co roku odprowadza do polskiego budżetu wysokie kwoty, a przy tym w ogóle nie korzysta z publicznej ochrony zdrowia. Mimo to regularnie słyszy przykre komentarze o swoim pochodzeniu. Wiele osób zza wschodniej granicy nie może bezpiecznie wrócić do ojczyzny z powodów politycznych, co zmusza ich do budowania życia w Polsce na stałe. Część pytanych staje w ich obronie, tłumacząc, że pracownicy z zagranicy są dziś potrzebni w wielu branżach. Zwracają uwagę, że słowna agresja uderza najczęściej w ludzi, którzy uczciwie pracują i starają się zintegrować z lokalną społecznością.
Czytaj też: Praca w Niemczech traci na atrakcyjności. Polacy wybierają stabilizację w kraju