Twórcy podcastu wracają do serii zabójstw z końca lat 90., za które odpowiadał Wiesław Wiszniewski ze swoim gangiem. Grupa zamordowała w Warszawie osiem seniorek, celowo wybierając na ofiary osoby starsze i bezbronne. Śledztwo przez długi czas tkwiło w martwym punkcie, ponieważ policja nie mogła znaleźć na miejscu zbrodni żadnych wyraźnych śladów. Dopiero rozwój policyjnych technik badawczych oraz rutynowa kontrola drogowa doprowadziły do zatrzymania głównego podejrzanego. Autorzy opisują poszczególne etapy tych poszukiwań i pokazują, w jaki sposób ówcześni stołeczni funkcjonariusze łączyli ze sobą poszlaki.
Czytaj też: Oblał żonę benzyną i spalił. Chciał wyłudzić kasę z odszkodowania
Jak gang Wiesława Wiszniewskiego typował ofiary
Grupa przestępcza liczyła cztery osoby, a w typowaniu konkretnych mieszkań pomagały dwie kobiety. Aby zdobyć zaufanie seniorek, podawały się one za ankieterki albo świadków Jehowy, dzięki czemu bez problemu wchodziły do obcych lokali. Innym razem przestępcy wykorzystywali moment, gdy kobiety wracały z zakupów, i wpychali się do środka, zanim te zdążyły zamknąć drzwi. Kiedy napastnicy przejmowali kontrolę nad ofiarą, krępowali ją taśmą samoprzylepną i wpychali w usta kneble. Ten sposób ubezwłasnowolnienia prowadził do uduszenia atakowanych kobiet.
Zobacz też: Nie przyszli na pogrzeb taty, sąsiedzi wezwali służby. Bliźnięta odnalezione po 16 latach izolacji
Dożywotni wyrok i nietypowy list skazanego do sądu
Proces zakończył się karami dla wszystkich członków gangu, a sam Wiesław Wiszniewski usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Autorzy opisują jego nietypową reakcję na próbę złożenia apelacji przez obrońcę. Skazany wysłał do sądu list, w którym sprzeciwił się dalszemu postępowaniu, a całą sprawę nazwał widowiskiem. Stwierdził, że wymierzona kara w pełni go satysfakcjonuje i nie widzi potrzeby uczestniczenia w kolejnych rozprawach. Kilka lat później, w rozmowie z mediami, wprost określił siebie jako osobę złą, tłumacząc, że jego miejsce jest w celi. Przekazał również, że oczekuje jedynie, aby otoczenie całkowicie o nim zapomniało.
Czytaj także: Mówią o kulisach afery podkarpackiej. Polscy policjanci mieli "swoje" domy publiczne